Wyjazd na Bałkany był tak naprawdę początkiem naszych podróży. Co prawda wcześniej byliśmy razem w Sztokholmie i na Ukrainie, parę razy w górach, ale to były krótkie wypady. Teraz już nie wszystkie rzeczy zmieściły się w bagażniku skody felicii… Teraz to będzie prawdziwa zagranica….

Każdy z pięciu krajów, które odwiedzimy, ma inną walutę. W niektórych trzeba mieć 5 kamizelek odblaskowych, w innych 2 trójkąty ostrzegawcze. W końcu mamy wszystko co trzeba na wyjazd na Bałkany 🙂 Mamy też wstępny plan, przygotowane mapy i spisane miejsca noclegowe z dobrymi opiniami. Nie mamy żadnych rezerwacji ani też szczególnych oczekiwań.

Przystanek nr 1: Budapeszt

Ruszamy. Samochód mamy niezbyt szybki, więc nie widzimy sensu dokładania kilometrów, żeby pędzić po autostradach. Ruch po słowackich i węgierskich drogach odbywa się na tyle płynnie, że Budapeszt – pierwszy przystanek na naszej drodze – osiągamy przed upływem pięciu godzin. W zasadzie bez przygód. Tylko w samym centrum wjechaliśmy na kosmicznie drogi parking podziemny, z którego uciekliśmy po uiszczeniu minimalnej możliwej opłaty (ok. 12 zł). Po czym odkryliśmy, że to parking pod Sheratonem czy innym Mariottem. A parkowanie w centrum w weekend okazało się być darmowe…
Przepłynęliśmy się statkiem w ramach komunikacji miejskiej, przejechaliśmy metrem, poszwendaliśmy się i po nocy spędzonej w hostelu, ruszyliśmy w drogę do Belgradu.

wyjazd na bałkany

budapeszt

Parlament w Budapeszcie

Serbia: Niekończąca się Wojwodina i Belgrad

W 100% autostradowa trasa po totalnie płaskiej równinie Kotliny Panońskiej i Wojwodiny nieco się dłużyła, ale trafiliśmy w końcu na upragniony kemping „Dunav”. Wyobrażaliśmy sobie widok na rzekę i jakieś fajne obrazki, a tymczasem był to teren pomiędzy jakimś zakładem przemysłowym a zabudową mieszkalną, najszczelniej ogrodzony od strony rzeki, od której dzieliły go dodatkowo gęste zarośla.

Atmosfera panowała tam nieco dekadencka, a Belgrad miał być miastem tętniącym życiem, więc rozbiliśmy tylko namiot i pojechaliśmy skodą do oddalonego o 10 km centrum. Nasza skoda idealnie wtopiła się w krajobraz małych, często również bordowych, autek o socjalistycznej genezie 🙂 Za kierownicą czułem się jak u siebie, do momentu, kiedy jakieś YUGO ominęło mnie chodnikiem w momencie zapalenia się żółtego światła. Na szczęście ruszać ze świateł zbyt często nie trzeba było (to nie Polska i zielona fala działała bardzo dobrze), a dojazd do centrum w ogóle nie był problematyczny.

W Belgradzie może nie ma wielu średniowiecznych zabytków czy dużej, pięknie odrestaurowanej starówki, ale jest życie na ulicach, mnóstwo ciekawych knajp i… Kalemegdan! Spacer po tej twierdzy i podziwianie, jak Sawa wpada do Dunaju, może być zajęciem na pół dnia. Niewiarygodna jest liczba i różnorodność władców tej twierdzy, w głowie się nie mieści ilość wojen, w jakich brała udział. A po tym wszystkim ludzie przychodzą sobie, odpoczywają, bawią się i zdają się mieć pełen spokój ducha.

Ujście Sawy do Dunaju

wyjazd na bałkany

Noc na kempingu „Dunav” nie należała do spokojnych – nie było co prawda żadnych imprez, w najlepsze bawiła się za to gromadka pięciu przesłodkich psiaków. Chyba największą radość sprawiało im podgryzanie i obsikiwanie naszego namiotu… W dalszą drogę wyruszyliśmy więc nieco niewyspani. A w planie na ten wyjazd na Bałkany było wspinanie i to nie byle gdzie, bo w jednym z największych serbskich rejonów: Valjevie.

wyjazd na bałkany

wyjazd na bałkany

wyjazd na bałkany

wyjazd na bałkany

Valjewo i Park Narodowy Tara

Gdy już w końcu dotarliśmy na miejsce i zacząłem się wspinać, odwiedził nas brodaty pan, który okazał się być właścicielem terenu, na którym znajdowały się skały. Był wyposażony w imponujących rozmiarów siekierę, ale jego aparycja zdradzała wyłącznie przyjazne zamiary. Zagadywał, skąd jesteśmy, mówił, że jako kierowca „kamiona” jeździł do Polski, a na koniec przyniósł nam dużą reklamówkę własnych śliwek 🙂 O wspinaniu w Valjevie można nieco poczytać, ja tylko dodam, że okolica jest bardzo ładna. Góry przypominają nieco nasze Beskidy, ale krajobraz jest zdecydowanie bardziej harmonijny. Domów jest znacznie mniej, a te, które są, wyglądają znacznie bardziej naturalnie niż „polisz arkitekczer”. Dokładne namiary na ten sielski rejon znajdziecie tutaj.

Droga do Valjeva

wyjazd na bałkany

Tego samego dnia dojeżdżamy jeszcze do Parku Narodowego Tara (nie mylić z rzeką Tarą przepływającą przez Durmitor) i znajdujemy na szybko kwaterę, bo noc zapowiadała się bardzo zimna i taka też była. Kolejnego dnia, korzystając z nabytych w poprzednich dniach umiejętności językowych, udaliśmy się na pobliski „vidokovac”, czyli punkt widokowy. Okoliczna przyroda przepiękna, oferta turystyczna Parku przebogata… Ale nie jesteśmy na zielonej szkole ani na ustawowych wczasach pod gruszą, więc odpalamy skodę i ruszamy w kierunku Bośni.

Park Narodowy Tara

Z Serbii do Bośni

Po drodze pogoda w kratkę. Nieświadomie (! – musimy tam wrócić) przejeżdżamy koło skansenu z rekwizytami i scenografią do filmów Emira Kusturicy w Mokrej Gorze. Wjeżdżamy do Bośni koło Wiszegradu i tam też mamy pierwszy postój. Oglądamy właśnie TEN most na Drinie. Obecnie Wiszegrad jest w Republice Serbskiej, więc to jeszcze nie ta Bośnia, do której zmierzamy, mimo że rola tego miasta w historii Bośni jest nie do pominięcia. Dalej jedziemy przez fantastyczne kaniony wzdłuż rzek Drina i Rakitnica.

Pierwsze totalne zauroczenie: Sarajewo

Dojeżdżamy do Sarajewa i szukamy noclegu – mamy namiary na podwórko Ismeta w centrum miasta, które jest tak gęsto zabudowane, że nawet nie próbujemy szukać. Trafiamy na „oficjalny” kemping w odległej dzielnicy Ilidża. Zero klimatu, mnóstwo camperów i ceny zdecydowanie zachodnioeuropejskie. A to nie tak miało być. No to dzwonimy do Ismeta, na którego ogródku mieliśmy się rozbić. Umawiamy się na jakiejś ulicy w centrum, do której kieruje nas świetnie mówiąca po niemiecku obsługa stacji benzynowej. Ismet podjeżdża po nas Oplem Kadettem Kombi – do tego trzydrzwiowym. Takie rzeczy to tylko w Bośni 🙂 W Polsce ostatni Kadett musiał polec dobrych 10 lat wcześniej.

Kanion Driny (albo Rakitnicy)

Most w Viszegradzie

Most w Viszegradzie

Droga z Viszegradu do Sarajewa

Droga do Sarajewa

Tymczasem okazuje się, że warto było szukać! Minikemp znajduje się na tyłach domu bardzo blisko centrum, ale już na zboczu góry, więc mamy stamtąd widok na miasto i, jak się później okazuje, niesamowite wrażenia akustyczne podczas wezwań do modlitw z okolicznych minaretów. Magia… Islam zawsze wydawał mi się magiczny, choć w samym Koranie nad magią przeważa pragmatyzm i praktyczne potrzeby czasów współczesnych Mahometowi.
Sarajewska starówka, wciśnięta pomiędzy góry i betonową dżunglę, zachwyca bardziej niż jakiekolwiek dotąd poznane miasto. Odwiedzamy meczet, synagogę i prawosławną cerkiew. Ogarnia nas zdziwienie, że po setkach lat tolerancji doszło tutaj do krwawej wojny na tle etnicznym.

Muzułmański cmentarz w Sarajewie

Najsłynniejsze miejsce w Sarajewie

Tramwaj w Sarajewie

Ślady po kulach w wielu miejscach są wciąż widoczne, wiele jest też miejsc poświęconych pamięci tych, którzy zginęli. Idąc „aleją snajperów” trudno nie wyobrażać sobie codziennego życia pod ostrzałem, trudno nie pomyśleć, jak ciężko musiało się żyć w mieście oblężonym przez blisko 4 lata.

Wodospad Skakavac pod Sarajewem

Bardzo nam się w Bośni podoba to, że tubylcy są bardzo zadowoleni z obecności turystów – bo wreszcie ktoś do nich przyjeżdża spędzić czas wolny, wreszcie mogą ludziom pokazać skarby swojego kraju. Więc te skarby oglądamy – jedziemy obejrzeć wodospad Skakavac znajdujący się bardzo blisko Sarajewa.

Z przewodnika wynika, że wystarczy dojechać do wsi Nahorevo, wysiąść z auta i wodospad po prostu nam się ukaże… Wcale tak nie jest – wieś zostawiliśmy już jakiś czas temu w dolinie, skończył się asfalt, a nasza felicia pnie się szutrową drogą stromo w górę. Kiedy wskazówka temperatury silnika już długo utrzymywała się powyżej 110 stopni, zgasiliśmy silnik i poszliśmy dalej pieszo. Dotarliśmy do czegoś w rodzaju sklepu z przetworami z owoców i miodem, w którym pewien pan świetnym angielskim wyperswadował nam, że do wodospadu mamy jeszcze blisko godzinę marszu 🙂

Warto dodać, że na tę planowo krótką wycieczkę zabraliśmy poznanego u Ismeta świeżo upieczonego lekarza z Francji, który mógł się poczuć nieco niepewnie, kiedy okazało się, że wycieczka wcale krótka nie będzie 🙂 Po kilkudziesięciu minutach marszu ukazał nam się wodospad, który może nie imponował przepływem wody, ale naprawdę był wysoki – podobno 97 metrów. Po obejrzeniu wodospadu kolega Francuz wyluzował. My też 🙂

Generalnie polecamy taki wypad, bo dojazd faktycznie nie jest długi, trzeba jednak nastawić się na podejście. A żeby tam trafić, trzeba kierować się najpierw faktycznie do wsi Nahorevo, a dalej w miejsce oznaczone na google maps jako „Kafana Promaha”. Stąd pod wodospad prowadzi już znakowany i zapewne uczęszczany szlak.

Wodospad Skakavac

I jeszcze o Sarajewie…

Nie można odmówić Sarajewu egzotyki. Nie tylko dlatego, że pięć razy dziennie imamowie naprawdę głośno wzywają do modlitwy, a dziewczyny chodzą w chustach. Swoją drogą wyglądają przy tym naprawdę modnie i nic nie wskazuje na to, żeby ten „pobożny” ubiór im w czymkolwiek przeszkadzał. Wiele wskazuje na to, że z Turcją Bośnia jest związana nie mniej niż z Europą. Są tu tureckie banki i marki, tureccy turyści, po turecku parzy się nawet kawę (chociaż Bośniacy powiedzą, że to kawa po bośniacku 😉 ). Tureckie pochodzenie musi mieć także słynny burek, który serwowany jest na terenie całego dawnego Imperium Osmańskiego. Musimy przyznać, że od razu stał się jedną z naszych ulubionych potraw, zwłaszcza w kategorii street food 🙂 To głównie dzięki niemu przywieźliśmy do Polski więcej kilogramów obywatela, niż wywieźliśmy.

wyjazd na bałkany

wyjazd na bałkany

Wyjazd na Bałkany – co dalej?

Tak naprawdę to dopiero początek naszego bałkańskiego tripa. Dalej pojechaliśmy w czarnogórski Durmitor, na chorwackie wybrzeże, a potem znów do Bośni i znów do Chorwacji, i w końcu znów do Bośni 🙂

I dajcie koniecznie znać, czy planujecie wyjazd na Bałkany? A może już byliście? Co polecacie?

Categories: Bałkany Miejsca

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *