Przetestowaliśmy dwie krótkie trasy trekkingowe rozpoczynające się w Mestii. Obie spokojnie można przejść w ciągu jednego dnia. Choć droga pod lodowiec to w zasadzie spacerek. Ale po kolei.

MESTIA – JEZIORA KORULDI – MESTIA
Trasa startuje z centrum Mestii (są oznakowania). Chwilę prowadzi pomiędzy domami z kamiennymi wieżami i polami, żeby za chwilę wznosić się już stromo na górę z charakterystycznym krzyżem i punktem widokowym. Można do niego dojść 2 szlakami – jeden podobno bardziej stromy i szybki, drugi też stromy, ale w porównaniu z pierwszym wolniejszy. Chcąc, nie chcąc weszliśmy na ten drugi (pierwszego nie zauważyliśmy z dołu, za to spod krzyża wejście na niego jest ewidentne). Nasz szlak po ponad 45 minutach ostrego podejścia wychodzi z lasu i prowadzi dalej otwartym terenem, ale nie mniej stromo. Po kolejnych 45 minutach docieramy na górę.

Przy krzyżu stoi platforma widokowa – idealna, żeby schować się przed słońcem i popatrzeć na Mestię machając w powietrzu nogami. Jesteśmy na wysokości 2200 m, a wokół:

Miejsce wygląda na świetne do biwakowania i tak też wieczór wcześniej musiało pomyśleć kilkanaście osób w rozbitych na górze namiotach. Odpoczywamy i ruszamy dalej, mijamy namioty i budki pasterskie i już zdecydowanie łagodniejszym terenem idziemy w stronę Uszby.

Po ok. 2 godzinach drogi rozległymi łąkami dochodzimy do jeziorek. A raczej większych kałuż 😉 Ale za to jest przy nich mnóstwo koni i krów, co na wysokości 2 700 m jest całkiem sympatyczne. Są też niestety jeepy, wywożące turystów, gdzie tylko da się podjechać.

Można też pójść na punkt widokowy pod Uszbą – trasa na mapach oznaczona jest jako trudna. W rzeczywistości trudność polega na tym, że idzie się po kruchym i sypkim terenie.


Schodzimy dokładnie tak jak weszliśmy, choć przy krzyżu można sobie urozmaicić i zejść tym bardziej stromym szlakiem. Ale jakoś się nie skusiliśmy 😉

Praktyczne info:
Czas przejścia: ok. 7 godzin, nie liczymy leniuchowania
Przewyższenie: ok. 1300 m
Inne: koniecznie trzeba mieć ze sobą mocny filtr przeciwsłoneczny. Poza krótkim zalesionym odcinkiem cały czas idzie się w słońcu, które na przeszło 2 tys metrów dawało nam nieźle popalić.
[mapka poniżej]

Co poza górami warto robić jeszcze w Swanetii? Przeczytajcie nasze 8 tipów

MESTIA – LODOWIEC CHALAATI – MESTIA
W przeciwieństwie do Koruldi, to cel – czyli lodowiec Chalaati – jest ciekawszy niż sama droga. Zaczynamy w Mestii, mijamy lotnisko i idziemy doliną rzeki Mestiachala.

Droga jest nudna, rozkopana, zakurzona i rozjeżdżona przez ciężarówki – na jej końcu trwała budowa elektrowni. Nie było innej opcji, jak złapać stopa, co udało nam się za pierwszym podejściem 😉 Samochodów – w związku z prowadzonymi pracami – jeździło bardzo dużo, więc to żaden problem (jak zresztą łapanie stopa w Gruzji w ogóle). Wysiadamy na parkingu, skąd zaczyna się właściwy szlak pod Chalaati.

Przechodzimy wiszący most i idziemy dalej lasem, po czym wychodzimy na piarg, którym podchodzi się pod samo czoło lodowca. Całość od parkingu do lodowca zajmuje nieco ponad godzinę. A widok jest taki:

Wracamy tą samą drogą i z powrotem znów łapiemy stopa prawie pod samo lotnisko.

Praktyczne info:
Czas przejścia: spacer tam i z powrotem (od parkingu) plus piknik pod lodowcem zajął nam ok. 3 godzin. Idąc od centrum Mestii i z powrotem (bez stopów) trzeba liczyć ok. 5 godzin.
Przewyższenie: ok. 400 m
Inne: zabierzcie czapki i kurtkę 🙂
[mapka poniżej]

Korzystaliśmy z tej mapy comfort!map:

Tutaj znajdziecie zdjęcie mapy z dwoma ww. trasami.

Z Mestii chcemy jeszcze pójść do Ushguli. Ciekawy wydaje się też szlak do Mazeri przez przełęcz Guli. Ktoś szedł? Polecacie?

Co poza górami warto robić jeszcze w Swanetii? Przeczytajcie nasze 8 tipów

Categories: Gruzja Miejsca Rady

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *